A prawda jest taka, że na bezrobociu najbardziej człowiekowi brakuje czasu. Trzeba nie tylko porządnie się wyspać, ale także zadbać o atrybuty, bez których bycie bezrobotnym nie było by możliwe. Jak na przykład o brodę, której pielęgnacja pochłania sporą część wolnego czasu.
Potem jest wizyta pośredniaku, który bez względu na kraj, wygląda jednakowo ponuro. Szare i brudne ściany. Obdarta winda. Smutni ludzie, nerwowo poruszający się po zacienionym obiekcie. Klimat pośredniaka ma jednak, wbrew pozorom, pozytywny wpływ na petenta. Bezrobotny czuje, że nie jest sam ze swoimi problemami. Że ludziom, z którymi przychodzi mu się spotkać, również nie wiedzie się najlepiej. I nawet jeśli mają pracę (bo są np urzędnikami), to i tak muszą codziennie przebywać w tym okropnym miejscu. I ta myśl napawa bezrobotnego pewnym rodzajem satysfakcji.
Poniżej socrealizm w wydaniu teneryfskim:
Ale prawda jest też taka, że nie jest źle być bezrobotnym w cywilizowanym kraju. Zawsze można zapisać się na kurs ojczystego języka, którego na obczyźnie brakuje najbardziej.

2 comments:
zapisz sie na jezyk polako:)
Jerzy
Polaco!!
I do not understand anything if you write in russian!
Anyway, I comment you to leave a link to my blog too!
a big hug!!
Darka.
Post a Comment