Żegnaj Qingdao! Witaj Afryko! ciąg dalszy

Przyznam, że sam jestem zaskoczony swoją ostatnią decyzją. Niektórych rzeczy nie należy jednak zbyt długo rozważać. Zamiast tego, lepiej je robić. Podobnie było z przeprowadzką na Teneryfę. Zbudowałem sobie nawet plan działania. Pobyć chwilę. Poobserwować co i jak działa. A potem się zobaczy. Motywanta może i nie jest duża, ale ma właściwe kształty.



Podsumowując trzy ostatnie miesiące w Chinach, stwierdzam iż większość news'ów na temat tego państwa, ma mało wspólnego z rzeczywistością. Przede wszystkim:
- Nie wszyscy Chińczycy są źli.
- Nie wszyscy jedzą psy (Na północy praktycznie nikt).
Rozdźwięk miedzy stereotypem a rzeczywistością jest oczywiście dużo większy. Dzięki temu jednak, mogę przyznać, że jestem bardzo pozytywnie zaskoczony tym, co widziałem.

Raz na przykład byłem na chińskiej poczcie..


..doświadczyłem turbourbanizacji..


..najadłem się za wszystkie czasy..


..i poznałem smak szczęścia (nawet tego podwójnego).


XXXXXXXXXXXXXXX

Uwaga! Z braku odpowiedniej inspiracji, blog ten może zamienić się w przynudnawy, naciągany i bezwartościowy spis wypocin. Wytrwają więc tylko najtwardsi i najwierniejsi.

4 comments:

Anonymous said...

no, ale jak tam trafiłeś? i gdzie trafiłeś? rzuciłeś ciepłą robotę w chinach i udałeś się do afryki? tak po prostu?

Żółta Siła said...

Zrezygnowałem z Chin, żeby przenieść się do dziewczyny na Teneryfę. Tak się złożyło, że ona tutaj mieszka i że użycza mi kawałka mieszkania. Takie to czasy. Nic na to nie poradzę.

kimsim said...

miala zamieszkac w wawie przeciez!!

Wanda Rutkiewicz said...

Hahahahaa! Nie ma mnie chwilę, wracam, a tu już się kontynenty pozmieniały! Brawo Andrew! Niech żyje oportunizm podróżniczy napędzany głosem serca! Pisz dalej, nie bądź samolubem, chcemy doświadczyć dalszego ciągu dzikiej teneryfskiej przygody w pośredniaku! Yeah.