W piątek po pracy zabawom również nie było końca. Oczywiście, zanim wyszedłem z biura musiałem spełnić swój służbowy obowiązek i rozegrać krótką, raptem półtoragodzinną partyjkę debla. Później wraz z kolegami uderzyliśmy na miasto. To znaczy, przeszliśmy na drugą stronę ulicy do jednego z trzech naszych ulubionych barów.
A w barze jak to w barze. Przede wszystkim nieskończona ilość jedzenia i alkohol. Moją główną impresję na temat chińskich zapatrywań kulinarnych można sprowadzić do zdania: Chińczyk w przeciwieństwie do Polaka może więcej zjeść niż wypić. Oj tak, jeść to on potrafi. Niejednokrotnie się o tym przekonywalem. Natomiast z piciem ma ewidentnie problem. Dwa, trzy piwka i dosyć. Ta dysproporcja pozostaje dla mnie sporą zagadką. Oczywiście, słyszałem o teorii braku enzymu trawiącego alkohol, ale nie jestem do niej przekonany. Ja skłaniałbym się raczej ku stwierdzeniu, iż to za sprawą Boskiej sprawiedliwości również Polacy są w czymś dobrzy.
Po swietnej zabawie jaką było jedzenie, nadszedł w końcu czas na gry. Z kilku, które poznałem tego wieczora, udało mi się zapamiętać jedną. Nazwałem ją sobie "Zero Pięć Dziesięć Piętnaście Dwadzieścia". Ogólnie rzecz biorąc chodzi o to, żeby jak najgłośniej wykrzyczeć jedną z powyższych cyfr. Gra się parami, więc trzeba wziąć pod uwagę, że druga osoba też będzie krzyczeć i w związku z tym, należy to zrobić jeszcze głośniej. Teoretycznie chodzi o to, żeby odgadnąć jaka będzie suma, powstała po zliczeniu otwartych/zamkniętych dłoni (podobnie jak w "marynarzu", ale gra się pełnymi dłońmi, a nie palcami). Oczywiście, po pewnym czasie, nikt już nie zważa na sumę czy różnicę. Od tej pory liczy się już tylko, kto głośniej wrzaśnie.
"Zero Pięć Dziesięć Piętnaście Dwadzieścia" w wersji deblowej.
Szybkość i koordynacja to klucz do sukcesu.
Po tak uroczym wieczorze można jeszcze pójść obstawić zakłady sportowe. Jeśli dobrze zrozumiałem. Mnie jednak zniechęciła ilość cyferek na centymetr kwadratowy i poszedłem spać.

4 comments:
Endrju,
ewidentnie nie znasz wyników najnowszych badan, w których wyszło, że Polacy, jesli chodzi o picie, niestety nie są najlepsi-znajdują się na szarym koncu listy- daleko za Francuzami, Niemcami i Anglikami. Zatem nawet w piciu nie jestesmy dobrzy. Az strach pomyslec co by bylo, gdyby nie Mickiewicz, Curie- Skłodowska i Wawel...pozdro
Andrzej żyje przeszłością, kiedy byliśmy na pierwszym miejscu za mieszkańcami Syberii.
Prawda, gdyby nie Mickiewicz, nikt by mnie w Chinach nie szanował :D
No widzisz!dobrze, że go mamy!ale jakby ktos miał jeszcze wątpliwości, to mu powiedz, że jesteśmy przedmurzem!
Post a Comment