Za mało Chinek

W Chinach, pomimo sporej powierzchni, jest zdecydowanie więcej ludzi niż miejsca. Mieszkańcy na różne sposoby próbują się z tym uporać. Problem jednak za każdym razem powraca. Podpatrzyłem wczoraj, jak w jednej restauracji postanowiono ostatecznie go rozwiązać.



Rząd również próbuje. Polityka jednego dziecka w znacznym stopniu wyhamowała wzrost rozpędzonej chińskiej populacji. Nie rodzi się już tak wiele dzieci jak kilkadziesiąt lat temu. Rodziny są mniejsze, co ma pozytywny wpływ na przeludnione miasta na wschodnim wybrzeżu i w pozostałych częściach Chin. Niestety, polityka ta zrodziła i to dosłownie, kilka innych poważnych problemów.

Po pierwsze, większość dzieci to teraz jedynaki. Nie wiem jak psychologia traktuje takie przypadki, ale wydaję mi się, że musi tutaj występować coś w rodzaju narodowego syndromu samotności. Moi współpracownicy poza urodą, najbardziej zazdroszczą mi pochodzenia z wielodzietnej rodziny. Nie dają się przekonać, że nie zawsze jest to miłe i przyjemne.

Po drugie, zdecydowana większość Chińczyków to teraz mężczyźni. Na 100 rodzących się dziewczynek przypada 120. chłopców. Ten ewenement łatwo jest wytłumaczyć. W Chinach, zwłaszcza na prowincji, rodziny nie chcą dziewczynek, bo bardziej im się opłaca mieć syna. Stąd nierzadko dochodzi do zabójstw i ukrywania narodzin. Skutek jest taki, że przy tak nierównej ilości mężczyzn do kobiet, spora część chińczyków będzie samotna nie tylko na początku swojego życia.

Oczywiście od polityki jednego dziecka istnieją wyjątki. Rodzice mogą zdecydować się na kolejne dziecko, ale tylko pod warunkiem uiszczenia sporej opłaty.

No comments: