Poobiednia drzemka - czesc II

Przez to cale robienia zdjec, zapomnialem napisac o najwazniejszym. Celem postu miala byc analiza chinskiej pracy biurowej, o ktorej w przeciwienstwie do produkcji, malo sie u nas mowi. Osobiscie mam wrazenie, ze w uslugach panuje ogromny przerost zatrudnienia. I nie chodzi o istytucje panstwowe, bo powiedzmy sobie jasno, jest to zupelnie inna kategoria ludzi, ale o normalny, zarabiajacy na siebie biznes. Nie zdarzylo mi sie jeszcze, zeby nawet w najmniejszym sklepie, nie byc obslugiwanym przez dwie lub trzy osoby. W restauracji liczacej gora 30 stolikow, raz naliczylismy 15 kelnerow! Oczywiscie ma to swoje plusy. Przede wszystkim nie ma kolejek. Nawet przy kasie w Karfurze!!

U mnie w pracy jest jeden pan, ktory poza tym, ze swietnie gra w karty i calkiem calkiem w ping ponga, nie ma wiecej obowiazkow. Chyba odbiera i nadaje poczte, ale dzieje sie to tak rzadko, ze nie jestem w stanie powiedziec na pewno. Ale i tak mysle, ze moje biuro jest raczej wyjatkiem. Slyszalem opowiesci o zatrudnianiu w firmach calych rodzin, bynajmniej nie dlatego, ze ich czlonkowie byli wyjatkowymi specjalistami, ale po to, aby ich gdzies upchnac. Na porzadku dziennym jest takze ogladanie filmow i spanie podczas pracy. Wszystko to sprawia wrazenie, iz obecnosc wiekszosci Chinczykow w biurach, nie moze byc przesadnie efektywna, a ich wzrost gospodarczy musi sie brac z czegos innego.

BTW. Dzieki Andrzej za podeslanie linka. Sugerowanie jednak, iz moj przyjazd moglby miec jakikolwiek wplyw na spowolnienie tempa wzrostu chinskiej gospodarki jest duza przesada. Nie chce Cie martwic, ale obawiam sie, ze ChRL jako calosc, nie odczuwa mojej obecnosci w tak duzym stopniu, a rezultaty makroekonomiczne musza miec swoje zrodla gdzies indziej. Moze sie myle, ale warto, zebys to jeszcze przynajmniej raz sprawdzil.

A teraz cos dla prawdziwych smakoszy. Z cyklu "brudu w Chinach nigdy za wiele". Kupilem sobie po drodze do pracy soczek wieloowocowy. Smaczny i orzezwiajacy. Z kawalkami owocow - pomyslalem sobie.



Potem na chwile otworzylem oczy, bo znalem juz smak czarnego owocu.

3 comments:

Wanda Rutkiewicz said...

Kolejny post z cyklu "cierpienia estety".

Mięczaku!
Jako mieszkaniec Europy Środkowo Wschodniej na pewno nie z jednego słoika jadłeś brud!
Nie kokietuj.

Ale doceniamy to dokumentalistyczne zacięcie, oczywiście, doceniamy...więcej.

Żółta Siła said...

Przeciez nie powiedzialem, ze nie wypilem do konca. Mieszkajac na BPW, poznalem wiele odmian brudu :D

kimsim said...

alez masz pedalsko slaby aparat w telefonie. w ogole nie widac tego brudu :)