Zamieszkiwanie w ojczyźnie kapitalizmu, tuż obok miejsca, w którym swoje początki miała sama rewolucja przemysłowa, każdego skłaniłoby do jakiejś myśli. Ów przemyślenie (raczej) moje zwiazane jest z pracą zarobkową i czasem jej wykonywania. Cóż, sam temat mało oryginalny, ale może później, wraz z czytaniem postu, będzie trochę ciekawiej.
Wydawać by się mogło, że człowiek racjonalny, jeśli coś takiego w przyrodzie występuje, mając do wyboru pracę zarobkową i czas wolny, zawsze wybierze to drugie. Z tego założenia można wyprowadzić równanie, iż ten sam człowiek będzie dążył do jak najdłuższego czasu wolnego kosztem pracy zarobkowej.
Jeśli powyższe jest prawdziwe, dlaczego w dalszym ciągu większość aktywnego życia (znaczy minus spanie) spędzamy na zarabianiu, a czas wolny wypełnia nam odpoczynek po lub przygotowanie do pracy?
Nie trzeba być populistą, żeby chcieć zrozumieć, dlaczego pomimo dwustu lat nieprzerwanej automatyzacji, mechanizacji i optymalizacji procesów, nikt nie wpadł na pomysł, jak skrócić czas samej pracy? Na co te wszystkie wynalazki, jeśli rozwój nauki nie sprawia, że pracujemy mniej, ale wbrew logice, więcej? Z dekady na dekadę żyjemy dłużej. A te dodatkowe lata i tak spędzamy w robocie.
Nie żebym nie doceniał wygód "nowoczesnego" świata. Można się tylko cieszyć, że praca stała się mniej uciążliwa fizycznie. Pracujemy więcej głową niż rękami. Zarabiamy lepiej i możemy pozwolić sobie na więcej niż dziewiętnastowieczny robotnik z Północnej Aglii. Ale czy rozwój ma oznaczać jedynie zwiększenie wygód?
Co gorsza, nic nie wskazuje na to, że w przyszłości będzie lepiej. Dalszy rozwój nie będzie pociągał za sobą zmniejszenia ilości godzin spędzanych na zarabianiu. Według prognoz, może i nie będziemy pracować więcej czasu per dzień, ale już wiadomo że przez większą ilość lat.
Subscribe to:
Post Comments (Atom)

1 comment:
Ten blog posiada dużo tematów dobrych do dłuższej dyskusji
Post a Comment