Zachęcony jakością komentarzy pod ostatnim wpisem, postanowiłem, wzorem holywoodzkich producentów, kontynuować zawczasu rozgrzebany wątek. Przypomniawszy i ponownie zdawszy sobie sprawę z faktu, iż najbardziej zasmakowujemy we wcześniej zasłyszanych kawałkach, zadecydowałem. Od dzisiaj, a dokładniej od ostatniego postu, Żółta Siła oferować będzie wyłącznie kolejne części dotychczas stworzonych tekstów.
Teraz nastąpi kontynuacja rozpoczętej myśli.
Moje niezrozumienie, z początku spontaniczne, po paru tygodniach nabrało nieznośnej systematyczności. Dziś, bogatszy o komentarze pod poprzednim wpisem i myśli holiwoodzkich twórców, już nie tylko nie rozumiem dlaczego musimy zarobkować przez tak wiele godzin dziennie, ale przestałem pojmować dlaczego w ogóle musimy.
Coś niepokojące wkradło się w umysły, zdawać by się mogło, całkiem rozsądnych społeczeństw. Jakaś fundamentalna nielogiczność założeń funkcjonowania. Dziedzictwo historycznych procesów zawładnęło duszami nieświadomych nieszczęścia jednostek.
Widać to doskonale w modnych, nie tylko ostatnio, dywagacja o "nowocześniejszym" świecie. Weźmy taką przysłość. Przez Białoprądnickiego poetę zwaną nieinaczej jak "wyjebaną w kosmos". Powszechnie zautomatyzowaną. Eksploatująca roboty do granic możliwości. I towarzyszące jej wizje aut bez kierowców. Tak zwane samoprowadzące się pojazdy. Albo precyzyjniej: Samochody.
Wydawać by się mogło, że takie semantyczcnie spójne samochody, rozwiążą przynajmniej cześć bieżących problemów. Niestety, jak wynika z rozmyślań zafrasowanych społeczników, wygoda, szybkość i bezpieczeństwo są się niczym obliczu utraty pracy przez niezliczoną rzeszę zawodowych kierowców i konduktorów. I tutaj dochodzimy do sedna. Co jest racjonalne? Czy miliony wykonujące codziennie powtarzalne, potencjalnie możliwe do zaautomatyzowania prace, winny kontynuować nieszczęsny proceder celem zarabkowania na życie? Czy marnotrawiony czas nie dałoby się wykorzystać sensowniej? I na koniec pytanie konkluzja: Czy, biorąc pod uwagę dotychczsowe osiągnięcia społeczno-polityczno-naukowo-techniczne per ludzkość, praca zarobkowa w dalszym ciągu musi być podstawowym wyznacznikiem życia jednostki?
Subscribe to:
Post Comments (Atom)

4 comments:
No niestety jeszcze mało naszych obecnych współlokatorów z tej strony ziemskiej kóli ma możliwości nad czymś takim, chociaż na chwilkę, się spokojnie i starannie zastanawiać.
Bo Ten człowiek co ma zapewniony uspokojenia najpilniejszy potrzeby i tym samym ruchem jest poddany stałym przymędczeniem fizycznie (praca zarobkowa, życie konsumenckie, itp...) i psichycznie (otoczenie wypełniony po brzegi nieprawdzize, bezużyteczne lub bezwartościowe informacje) nie ma już siły na to.
Temat bardzo ważny, zaczyna się o tym częściej czytać w internecie, jednak chyba pierwszy raz tutaj czytałem o tym po polsku.
No to proszę o następnego postu, między czasie pójdę trochę wzbogacić moje słownictwo w tym temacie, bo nie za dobrze tutaj opisałem co miałem na myśli...
O wszechobenej bezwartościowej informacji też wartałoby kiedyś napisać. Swego czasu miałem pomysł na mobilną aplikację, która ograniczałaby ilość notyfikacji, tweetów, feedów i całego tego śmiecia tak, żeby ostatecznie otrzymywać wyłącznie wartościowe informacje. Problem jednak w tym, ze nie wszystkim taki pomysl przypadlby do gustu. I nie mowie wylacznie o reklamodawcach. Moze byc bowiem tak, ze ludowi bardzo do gustu przypadl ten kubeł i łatwo go teraz nie porzuci.
Z drugiej strony namnożyło się dużo informacji o różnej wartości. Np. jak idę do miejsca typu empik (w moim przypadku prądnikowe cogito, gdzie jest spokojniejsza atmosfera) i zatrzymuję się przy półce z gazetami, to ciężko mi jest się oderwać. Jest na prawdę dużo rzeczy, które mnie interesują i są fajnie napisane. To plus jeżdżenie od czasu do czasu na halę targową (co mam sobie za złe za nie wspieranie finansowe autorów) sprawia że zalegają mi stosiki gazet w różnych częściach domu.
Sęk w tym, że nawet mi się nie chce narzekać na bezwartościowe informacje serwowane gdzieśtam, bo szkoda mi czasu zwracać na nie uwagę. Moim problemem jest to, że z miesiąca na miesiąc przybywa cholernie dużo fajnych artykułów, których czasowo nie jestem w stanie przeczytać.
Wbrew pozorom to moze byc jeszcze ciezszy przypadek. Nie jestem lekarzem, ale objawy wskazuja na informacjoholizm. Poza tym pozostaje pytanie, czy to do nas powinna nalezec ocena, czy dana informacja jest bezwartosciowa. Przeciez kazdy kto konsumuje bedzie sie zarzekal, ze to co tam przysfaja ma jakas przynajmniej minimalna wartosc. Nie ma co sie teraz na ten temat rozpisywac. Trzeba zaczac pisac.
Post a Comment