Europejski festiwal filmowy w Londynie

Już wiem dlaczego nigdy o takowym nie słyszałem. To tak mało prawdopodobne, ale Ci ludzie nie mają pojęcia o pozaamerykańskim kinie. Nie żebym był wybitnym znawcą czy degustatorem tejże sztuki, ale kilka razy obiło mi się o uszy takie nazwisko jak Almodovar. Poniższa historia miała miejsce w pociągu z uroczego Northampton, gdzie poza sklepem Marks & Spencer nie ma nic wartego uwagi, do Londynu, gdzie znajduje się więcej rzeczy wartych uwagi.

Wyczerpany próbami zrozumienia kolejnych angielskich i szkockich! akcentów, postanowiłem zagadać do mojej toważyszki w podróży o czymś prostym. Pomyślałem sobie, że dziewczyna obyta, bo opowiadała mi o rosyjskim "Night Watch", że "jej się podobał i w ogóle lubi europejskie kino". Teraz już wiem, że nie powinien tego robić, ale wtedy spytałem, co sądzi o Almodovarze?

Gdy nie odpowiedziała, pomyślałem sobie, że znowu coś źle wymawiam i dla lepszego porozumienia zacząłem wymieniać tytuły filmów, aktorów, miejsca i wszystko to, co może kojarzyć się z filmem, który nie został wyprodukowany w Stanach. Niestety toważyszka nic nie rozumiała, a ja zastygałem w zadumie. Może to tylko wyjątek? Może to ten potwierdzający regułę?

Pytałem potem jeszcze innych tybylców, ale wszyscy odpowiadałi z przyjaznym, ale nierozumnym wyrazem twarzy. To przykre, bo mam jeszcze w zamiarach przeprowadzić prywatną sondę w biurze.

Z optymistycznych rzeczy przytrafił nam się wczoraj duży lunch pod domem. Przerodził się on następnie w podwieczorek, kolację i wielkie pijaństwo na ulicy. Dla zainteresowanych zdjęciami link tutaj: Big lunch

No comments: