Chyba zaczęło się coś dziać w moim życiu, bo powróciłem niejako do pisania bloga. Ostatni rok obfitował raczej w wydarzenia mało znaczące z punktu widzenia czytelnika, dlatego też postanawiałem (za każdym razem) oszczędzać mu ich relacjonowania. Teraz, kiedy jadę do Londynu na Erasmusa sprawy będą się miały zapewne inaczej. Złośliwi powiedzą, że studia skończyłem już jakiś czas temu i nawet jak na mnie, to trochę późno. Nieważne. Istotne jest to, że się udało.
Przy okazji wyjazdu do Londynu, wpadła mi w ręce pewna internetowa strona mówiąca o tym, gdzie i jak można się z tego miasta na chwilę wyrwać. Okazuje się bowiem, iż stolica ta jest bardzo dobrze połączona z większością miast azjatyckich i dysponując chwilą czasu można na przykład wybrać się na zwiedzanie Północnych Chin lub Korei. Można też pojechać dalej na południe i odwiedzić Hong Kong i Wietnam. W ogóle najdalej z Londynu można dojechać do Singapuru, choć małym przekłamaniem pozostaje podróż przez Kambodżę.
Generalnie pomysł bardzo mi się spodobał, choć pewnym mankamentem pozostaje fakt, iż powyższa witryna sugeruje, aby do takich wypadów używać kolei. Nie żebym od razu przekreślał ten pomysł, ale obawiam się, że w ciągu mojego dwumiesięcznego stażu nie znajdę tych kilku tygodni, żeby dojeechać na ulubiony półwysep Malajski.


No comments:
Post a Comment