Do wspomnianej rozmowy nie znałem nikogo, kto by choć trochę nie lubił Dalajlamy. Wydaje mi się, że nawet największy polski menel i zwyrodnialec ma w sobie odrobinę szacunku dla starego i mądrego mnicha. Nie dlatego, że popiera jego politykę czy wartości. Ale z banalnego powodu. Dalajlamy po prostu nie da się nie lubić. To tak jakby powiedzieć, że nie lubi się smacznego jedzenia lub przyznać się do czegoś jeszcze bardziej niedorzecznego.
Więc w jaki sposób, z tak zaburzonym światopoglądem rozmawiać o Tybecie? Najlepiej krótko. Rozumiem, że chińska propaganda i zakłamanie. Rozumiem, że inna kultura i historia. Ale w dalszym ciągu trudno jest mi uwierzyć, że ci tak fajni i porządni ludzie wygadują takie rzeczy. Może łatwiej bym przełknął te bzdury o Dalajlamie, gdyby mówił to zagorzały komunista lub partyjny oficjel. Ale nie. Ci ludzie nawet przyznają, że nie lubią komunistów i że Mao wcale nie był taki święty.
Jedyne dobre, co udało mi się zdziałać, to zacytować polskiego myśliciela Jana Pośpieszalskiego i przyznać, że mimo wszystko "warto rozmawiać". Co do idei nie mam zastrzeżeń, ale będzie to droga przez mękę.
Chińczycy zawsze uważali, że Tybet jest jedynie pretekstem, wykorzystywanym przez Zachód do osłabienia ich kraju. Nie dają wiary, że większość Europejczyków popiera działania Dalajlamy z czystej życzliwości i że ich głównym celem nie jest rozbicie i skrzywdzenie Chin. Chińscy zwolennicy spiskowej teorii w mają jednak kilka dobrych argumentów. Po pierwsze: Chiny są coraz silniejsze (ekonomicznie, politycznie, militarnie itd). Po drugie: Zachodowi coraz mniej się to podoba. Tak więc, nie sposób zarzucić Chińczykom nielogiczności lub braku dobrych argumentów.
Mimo wszystko widzę parę pozytywnych aspektów całej rozmowy. Po pierwsze. Nie zostałem zlinczowany. Po drugie. Nikt się na mnie obraził (po wyrażenie pozytywnej opinii o Dalajlamie Chińczycy z reguły przynajmniej się obrażają i nie chcą dalej dyskutować). Po trzecie. Przy okazji dowiedziałem się kilku zaskakujących rzeczy. A to, że na przykład, dużo ludzi nie lubi komunistów i nie chce mieć z nimi nic wspólnego. Całkiem poważnie i publicznie. Zaskoczyło mnie też, że nikt się z tym nie krył. A jak usłyszałem, że Mao zrobił dużo dobrego, ale też wiele złego, to prawie spadłem z krzesła.
Jeszcze a propos Dalajlamy. Chińczycy lubią podkreślać, że ich obecność w Tybecie przyniosła wiele dobrego jego mieszkańcom. Drogi, szkoły i inne ważne inwestycje. Wygląda na to, że Tybet nie pozostał Chinom dłużny:

3 comments:
Osoba o której piszesz wczoraj była w Gdańsku i spotkała się z kilkoma ważnymi osobistościami europejskimi. Co nie spodobało się politykom chińskim :/
Stąd się właśnie wzięła cała dyskusja. Wyczytali w gazecie, że w Polsce impreza z Dalajlamą i przyszli do mnie z pretensjami :D
No co Ty, naprawdę? A mogłbyś spróbować przetłumaczyć taki fragment artykułu, chętnie bym przeczytała jak oni o tym piszą.
Post a Comment