Cierpliwość kluczem do szczęścia

Nie wiem kto dokładnie wpadł na pomysł tego przysłowia, ale z pewnością miał nie po kolei w głowie. Był to pewnie jeden (-a) z tych, co to za wszelką cenę chcą się popisać znajomością życia. Nawet za cenę ewidentnego kłamstwa.

Aby nie być gołosłownym, posłużę się przykładem. Internet, jak wszędzie na świecie, jest i w Chinach. Co jednak zasługuje na uwagę. To że jest, nie znaczy, że działa. Rozumiem w domu - najwyraźniej TP ze swoją neostradą zaczęły penetrować rynki wschodnie. Ale w pracy? Kilka krótkich przerw w dostawie dziennie to standard, do którego musiałem się przyzwyczaić. W kafejkach, nawet tych dużych i wypasionych, też nie jest lekko. Ostatnio już na wejściu zostałem poinformowany, że internetu nie będzie.

Zacząłem się więc zastanawiać, dlaczego tylko ja reaguję tak stanowczym oburzeniem. Czy wynika to ze złych genów, niedostatecznego wychowania czy kulturowego nieokrzesania? Dlaczego Chińczyk, podczas utraty internetu, uśmiecha się, zamiast złorzeczyć i pięścią uderzać w monitor? Czy jest to objaw jego wewnętrznej siły i spokoju? Czy może próbuje mnie oszukać albo ma problemy z wyrażaniem emocji?

Nie dawało mi to spokoju, więc postanowiłem mu się bliżej przyjrzeć. Może gdybym otrzymał bardziej humanistyczne wykształcenie moje myśli poszły by w stronę teorii o cierpliwym Chińczyku, ale nie. Myślę, że sprawa jest dużo bardziej banalna niż się wydaje. Otóż uważam, że oni są po prostu dużo mniej uzależnieni. Że pomimo ogólnej dostępności internetu, jest on w Chinach dużo mnie wykorzystywany niż na przykład u nas. W pracy ludzie dużo mniej czasu spędzają nad przeglądaniem poweekendowych zmian na naszej klasie. Rzadziej czatują. I dużo mniej czytają. Jednym słowem internet nie jest im tak niezbędny w pracy.

Poniżej dwa prawie identyczne zdjęcia wspomnianej wyżej kafejki, których celem jest zbudzenie u czytelnika błędnego poczucia lepszego jej poznania.


5 comments:

kimsim said...

oj nie zgodze sie. chinczycy podobnie jak koreanczycy sa wlasnie najbardziej uzaleznieni nie tyle od samego internetu ale od gier rts lub mmo dostepnych po sieci. co jakis czas slyszy sie o przypadkach smierci chinczyka z wyczerpania bo nie jadl ani nie pil przez 3 dni. graja oni namietnie w diablo, wow, starcrafta itp. moze dlatego ze czerpia z tego korzysci finansowe za sprzedawanie przedmiotow itp.

Żółta Siła said...

Dokładnie. Ale do większości z tych gier potrzebują jedynie wewnętrznej sieci. To co mnie najbardziej zaskoczyło w ten feralny dzień, to że mimo braku internetu kafejka i tak była pełna. Czyli bardziej grają niż internetują.

Wanda Rutkiewicz said...

Zgadza się, oni tym żyją. W sumie nie ma się co dziwić, my gramy w chińczyka, oni w...inne takie. I się nagrać nie mogą...

http://www.shacknews.com/onearticle.x/54493

Żółta Siła said...

Tak, oni pewnie grają w "Polaka".. Co do linku, to początkowo zrobił na wrażenie, ale później pomyślałem sobie: co to jest 4 miliony w Chinach? Zachowując proporcje. Czy ktoś by się u nas przejął liczbą 100 tys. uzależnionych? Raczej nie. Poza tym to młodzież. Co jej nie zabije, to ją wzmocni.

Wanda Rutkiewicz said...

No cóż, mają jeszcze kilka innych problemów z młodzieżą. Ale póki paluszki zręczne mogą chwycić pałeczki, jest oka.

http://www.youtube.com/watch?v=Yuf8yg0Dbig