Na plaży o tej porze roku można spotkać dwie kategorie ludzi. Morsów i nowożeńców. Ci pierwsi upodobali sobie najbardziej ucywilizowany kawałek plaży, gdzie poza rytualnym wskakiwaniem do lodowatej wody, mogą również trochę poćwiczyć, a następnie odpocząć w zaciszu drewnianego pomostu. Jak jednak widać na załączonej fotografii, niektórzy wolą patrzeć, niż samemu podejmować wyzwania.
Są też nowożeńcy. Pseudokultura władająca dzikim i skalistym nabrzeżem prowincji. W miesiącach letnich przybierająca rozmiar plagi. Odpornej na brak miejsc do fotografowania i niekorzystne warunki atmosferyczne.
Zaciekłość i upór nowożeńców budzi podziw, ale i strach wśród okolicznych mieszkańców. Niejednokrotnie słyszałem, jak matka ostrzega własne dziecko, przed przesadnym bliżaniem się do nowożeńca. Słyszałem także tragiczne historie. O wejściu w kadr i o braku baterii.
Na szczęście, nawet najtwardszy orzech, zostaje w końcu nadgryziony. Jest także pora, kiedy najbardziej zawzięty nowożeniec, musi ostatecznie ustąpić. Noc, bo o niej mowa, jest jedynym pogromcą nowożeńca. Brak światła. Tak niezbędnego do jego nadbrzeżnej egzystencji, oznacza jedno. Nowożeniec musi skapitulować. Oczywiście wróci. Już następnego dnia. I to z samego rana. Do tego czasu jednak, okoliczni mieszkańcy i turyści mogą odetchnąć z ulgą.

1 comment:
Ale pogoda nie dopisuje ;)
Post a Comment