Wyproznianie

Z gory przepraszam za brak polskich znakow, ale w tej kafejce jeszcze nie doszedlem do tego, jak zmienic czcionke.

Tak wiec, po trudach podrozy, w koncu dotarlem do mojej wymarzonej destynacji, Qingdao. Skromnego miasta na chinskim wybrzezu, ktore z najnowszych doniesiem zamieszkuje juz ponad 8 milionow mieszkancow. I rzeczywiscie, miasto to nie wyglada jak prowincjonalna dziura, ale jest okazem calkiem fajnego miasta z szerokimi ulicami, wiezowcami i wszystkim tym czym, co duze chinskie miasto miec powinno.

Jednak nie to jest najciekawsze w tym pelnym zagadek miescie. Najbardziej intrygujace sa starsze panie, ktore po wyjsciu ze swojego nowego samochodu, kucaja i sikaja bezposrednio na chodnik. Nie mowie tu o pierwszej lepszej ulicy, ale o Qingdaowskiej Marszalkowskiej lub Qingdaowskiej krakowskiej Starowce tuz kolo godziny 16. Ogolnie bowiem zaskakujca jest latwosc, z jaka Chinczyc dokonuja wszelkiego rodzaju wyproznien. Poczawszy od wyharkiwania, plucia, smarkania. Na sikaniu konczac. Zdawac by sie moglo, ze zupelnie nie jest brane pod uwage ani miejsce, ani kwestia obecnosci innych ludzi. Ot taki lokalny przysmak.

Cd dalszy w weekend.

7 comments:

doman said...

w krakowie nie ma 'starowki'... - jest 'stare miasto'. ale poza tym fajnie. zawsze mnie irytowalo to drobnomieszczanskie ukrywanie sie po imprezach w bramach ze wzgledu na tak codzienne przeciez potrzeby jak siku i inne takie. po tym co przeczytalem nie mam juz najmniejszych watpliwosci - chinczycy opanuja swiat.

Unknown said...

No właśnie od starówki już lepsze byłoby porównanie do rynku w Krakowie albo do ulicy Floriańskiej ;) co prawda w tych okolicach się raczej nie charka pluje i nie sika ale zdarza się to naszym rodakom na plantach!!!

Wanda Rutkiewicz said...

wiesz, co. ja dzisiaj rano przechodziłam koło Sheratona nad Wisłą w drodze do pracy i tam wycieczka chińska smarkała w tuje w hotelowych doniczkach w oczekiwaniu na powóz do Wieliczki.

Jako wykwalifikowany podróżnik słyszałeś zapewnie, że ładnym gestem jest dostosować się do lokalnej tradycji. Go on. Bierz przykład ze starszej pani.
Co kraj to obyczaj.

Żółta Siła said...

Wiedzialem, ze was zaboli ta "starowka". Krakowskie dziewczynki..

Unknown said...

"Stołeczny" Chłopczyku - nie zapominaj o żeń-szeniach...
...znaczy o korzeniach ;)

KarekDesign said...

Siła promocji tego bloga jest zupełnie niewspółmierna do jego zawartości merytorycznej. Prosimy o więcej, więcej, więcej reportaży!!!! Toż to już na mieście się o tym mówi.

Wanda Rutkiewicz said...

hehe,Karek :P
Twój brat wie co przyciąga tłumy - zaczął od sensacji, może z czasem przeczytamy coś więcej.