Poobiednia drzemka

Jeszcze nie kupilem tego aparatu, bo wciaz mam nadzieje, ze uda mi sie przegrac zdjecia z telefonu. Poza tym, okazalo sie, ze ceny gadzetow z Japonii sa tu wyzsze niz w Polsce, czego juz naprawde nie rozumiem. Oooo i udalo sie. Tutaj potwierdzenie, ze Chinczycy wciaz albo graja w ping ponga...



...albo jedza



Dzisiaj w czasie lunchu, przypomnialem sobie o rzeczy bardzo charakterystycznej dla wspolczesnej pracy biurowej w Chinach.



Tak wiec przez najblizszy czas pozostaniemy przy zdjeciach bardzo zlej jakosci.

6 comments:

Wanda Rutkiewicz said...

No i proszę, oni tam wiedzą co dobre. Spanie jest tańsze niż jedzenie i nie zajmuje dużo miejsca. Chyba to wdrożę u siebie.

Gdzie oni gotują ten ryż?
A może zamawiają chińszczyznę
na telefon?

Muszę przyznać, że twoi współpracownicy wyglądają bardzo sympatycznie. Należy mieć tylko nadzieję, że myją ręce po wizycie wiesz gdzie.

kimsim said...

daja rade ci chinczycy :)

doman said...

jaka chinszczyzne? na pewno chodza do wietnamcow ze Stadionu.

a tak poza tym to ledwo Andrew wyladowal a juz: http://www.ft.com/cms/s/0/b697ce64-9f00-11dd-98bd-000077b07658.html?nclick_check=1

Żółta Siła said...

To prawda. Wszystko zamawiamy ze stadionu. Wietnamczycy sa po prostu tansi.

Z myciem po wyjscie z toalety to nie wiem. Mydla tam nie widzialem :D

Wanda Rutkiewicz said...

Obawiam się, że obecność Andrzeja w Chinach przekłada się nie tylko na spowolnienie gospodarki.

http://kubica.wordpress.com/2006/10/01/grand-prix-china/

Ithaysa Morales said...

yeah i see u are working so hard...id comment the texts but..U DONT WRITE IN ENGLISH!! so...what a pitty.