Pierwszy dzien w nowej pracy dluzyl sie niemilosiernie. Po kilku nocach spedzonych na walce z komarami, nie mialem juz ochoty na kolejne wyzwanie. Kariera jednak jak wiadomo, czekac nie bedzie, tak wiec ostatecznie wstalem z samego rana.
Aby dostac sie do pracy, musialem kolo 7:30 wskoczyc w zapchane 228 i po 40 minutach wyskoczyc na uroczym kilkujezdniowym skrzyzowaniu w dzielnicy portowej. Pozniej minac pare zabidzonych ulic i w koncu dotrzec w okolice trzech gigantycznych estakad, bedacych zapowiedzia przyszlej kilkukilometrowej przeprawy przez zatoke (postaram sie o tym projekcie napisac w osobnym poscie). Moj lekko przybrudzony biurowiec znajduje sie tuz za nimi.
Generalnie rzecz biorac, mialem bardzo duzo szczescia z ta moja firma. Wiekszosc stazy organizowanych w Chinach polega, bowiem na samym przychodzeniu do pracy. Wspollokator Niemiec na przyklad, wpada do siebie do biura na 2-3 godzinki, po czym reszte dnia odpoczywa. Czasem jest mi go bardzo zal. Potem mi przechodzi.
U mnie natomiast praca wre. Ostatnio glownie zajmuje sie czytaniem map, ale zdarzyla sie takze mala sprzedaz. A jak! Jestem z niej o tyle dymny, iz zarobilem na niej wiecej niz sama byla warta. Poza sezonem bowiem niektorzy przewoznicy, aby zachecic swoich klientow, nie tylko nie pobieraja od nich oplat, ale sami placa za korzystanie z ich uslug. Nie moglem tego dlugo zrozumiec, ale bardzo mi sie spodobalo.
W nawale pracy zdarza sie rowniez, ze biore udzial w rozbudowanych chinskich konwersacjach: "ja.. herbata", "lubie chinska herbata", "gdzie herbata?". Kazde moje "zdanie" wzbudza, rzecz jasna, ogromny entuzjazm wsrod wspolpracownikow, mimo ze to co mowie, brzmi zupelnie inaczej niz w oryginale. Oni oczywiscie tez probuja swych sil w angielskim i trzeba przyznac, ze idzie im o niebo lepiej niz mi z chinkim. Bill np. na samym poczatku powiedzial, ze nie nawidzi Japonczykow. "Bo nie przeprosili". Nie wiem czy dobrze pamietam, ale wydaje mi sie, ze kiedys widzialem w TV premiera - sasiada, ktory wlasnie przepraszal. Dalem sobie jednak spokoj. Moje okoloherbaciane slownictwo nie pozwolilo mi sie z Billem nie zgodzic. Moze za jakis czas..
Pomyslalem sobie, ze kupie aparat i bede robil zdjecia. Powinno byc ciekawiej.

6 comments:
Koniecznie foty rób i publikuj.
Mogą też być szkice węglem.
Czekamy.
Dobra, przekonalas mnie. Kupuje dzisiaj ten aparat.
Ja poproszę o detale. Dużo detali i szczególików. I szeeeerokie plany.
Oczywiście - z komentarzem :)
Można było się spodziewać, że będziesz zajmował się głównie czytaniem map;)
fajnie sie czyta.
ucz ich polskiego a nie jakiegos angielskiego.
wyrwales juz cos? napisz na blogu jaka byla :)
pozdro
Post a Comment