To nie piekne plaze, zabytki azjatyckich kultur i ogolnie panujaca taniosc przyciaga miliony zagranicznych turystow. Wszyscy oni postanawiaja przyjechac tutaj w zupelnie innym celu. Choc beda sie zarzekac i zaklinac, ze jest inaczej. Prawda jest jedna. Nastepnym razem przyjada rowniez po to, zeby podgladac.
Nie chodzi jednak o podgladanie erotyczne. Banalna zwierzeca pornografie. Perwersja zagranicznego pogladacza idzie o pare krokow dalej. On patrzy jak Indonezyjczyk pracuje.
A wiedzac juz cos na temat samego pogladania. Chocby inspirujawszy sie slowami bejsbolowego poety - patrzac mozna zaobserowac wiele - doswiadczony turysta wie, ze nie chodzi o wyrokowywanie i doszukiwanie sie przyczyn. Wazne jest tylko Jak.
Przede wszystkim Indonezyjczyk sie nie spieszy. Pracuje powoli. Z przerwami. Wytrwale realizuje swe cele. Te wspaniale, tak zadko spotykane dzis cechy, pozwalaja przemilej ludnosci osiagac fenomenalne rezultaty:
- 2 oszlifowane i polakierowane (pierwsza warstwa) krzesla ogrodowe przez czteroosobowa ekipe tubylcow w czasie nie krotszym jak 3 godziny;
- 2 ryzowe posilki w pustej restauracji obslugiwanej przez dwie mlode, pelnosprawne kelnerki w zaledwie jedna godzine;
- instalacja wenflonu i podanie kroplowki pacjentowi w szpitalu (przy zalozeniu, ze wszystkie przybory medyczne zostaly juz wczesniej przygotowne) od 15 do 20 minut;
- I tak dalej. I tak dalej.

No comments:
Post a Comment