Działalność na blogu postanowiłem rozpocząć od omówienia pozycji Pierre'a Picquarta o powyższym (postowym) tytule. Pomyślałem, że dobrze mi zrobi odrobina fachowej lektury na miesiąc przed wyjazdem do Qingdao, gdzie zamierzam spędzić kolejne pół roku, pracując, ucząc się i poznając współczesne Chiny.
Tak więc "Imperium Chińskie" zaskakuje przede wszystkim fatalnym tłumaczeniem i ilością błędów na centymetr kwadratowy. Nie zrażony tymi drobnostkami, postanowiłem jednak zgłębić temat i przeczytać do końca. Okazuje się bowiem, iż książka porusza kilka bardzo istotnych kwestii, o których bardzo mało lub wcale się u nas nie mówi.
Przede wszystkim mowa jest o Chińskiej diasporze. Siła Chin nie ogranicza się bowiem do samej Chińskiej Republiki Ludowej, ale w dużej mierze spoczywa na Chińczykach żyjących poza jej granicami. Ogólnie ich liczbę szacuje się na ponad 60 milionów - przy uwzględnieniu spornego również w tej kwestii Tajwanu. Fakt, w porównaniu z liczbą mieszkańców CHRP nie jest to może wynik imponujący, ale nie o ilość tu chodzi. Przynajmniej w tym wypadku.
Diaspora chińska mieszka przede wszystkim w miastach Azji Południowo-Wschodniej. W Indonezji, Malezji, Tajlandii, Wietnamie, na Filipinach i oczywiście w Singapurze. We wszystkich tych krajach Chińczycy w mniejszym lub większym stopniu zdominowali handel oraz stali się posiadaczami sporych udziałów w lokalnej gospodarce. Rdzenni mieszkańcy nie zawsze odnosili się do nich przychylnie, faktem jednak jest, że bez Chińczyków kraje te nie osiągnęłyby takiego przyśpieszenia gospodarczego na przełomie ostatnich lat.
Poza Azją, chińska diaspora rozsiana jest dosłownie po cały świecie (szczegóły i mapka). Najbardziej zadziwiające jest jednak to, że całą tą masę ludzi w zdecydowanej większości (80%) stanowią emigranci z dwóch tylko południowo-wschodnich prowincji - Guangdong i Fujian (mapka). Porównując rozmiary regionów z wielkością całego Państwa, wynik jest naprawdę imponujący.

1 comment:
Fakt, też miałem takie wrażenie czytając tą książkę.
Post a Comment